iPhone - rewolucyjny telefon firmy Apple. Nowość: iPhone 6 i iPhone 6 Plus

Test zestawu transmiterów sieciowych TP-LINK TL-WPA2220KIT

9.04.2014 | Akcesoria, testy

Obrazek

Poza miastami, gdzie nie dociera sieć 3G czy LTE trudno sobie wyobrazić korzystanie z internetu bez dostępu do sieci WiFi, a z kolei zasięg sieci bezprzewodowych w domu nie u każdego jest optymalny; a to słabe anteny routera, a to zbyt grube czy mocno zbrojone mury skutecznie tłumiące fale radiowe.
Antenę w routerze można wymienić na nieco mocniejszą, wymienić można i router na lepszy model, ale fizyki nie da się oszukać – przy dużych odległościach i większych przeszkodach terenowych nic nie sprawdzi się lepiej jak kolejne punkty dostępowe.

Jedną z możliwości rozszerzenia zasięgu sieci domowej są transmitery sieciowe, których największą zaletą jest fakt, że wykorzystują zwykłą instalację elektryczną – nie trzeba kłaść „skrętki” pomiędzy transmiterem przy routerze i kolejnymi transmiterami rozmieszczonymi po pomieszczeniach, w których wcześniej kulał zasięg domowej sieci.
Dzięki firmie TP-LINK przez ostatnie tygodnie sprawdzałem zestaw takich transmiterów TL-WPA2220KIT, w skład którego wchodzi transmiter sieciowy AV200 z punktem dostępowym 300Mb/s.

Zestaw prezentuje się następująco:

Mniejsze urządzenie to transmiter do którego wpina się kabel podłączony do portu LAN naszego domowego routera.
Większe białe pudełeczko to punkt dostępowy, który wpinamy w zwykłe gniazdko elektryczne tam, gdzie chcemy powiększyć zasięg sieci. Na jednym i drugim urządzeniu wciskamy przyciski „Pair” aby zabezpieczyć transmisję 128-bitowym kluczem AES, czekamy aż oba urządzenia „sparują się” (trwa to około minuty) i to tyle, jeśli zamierzamy tylko podpiąć kablem laptopa bez korzystania dodatkowo z WiFi. W tym drugim przypadku są dwie możliwości: albo klonujemy ustawienia WiFi z dotychczasowego routera korzystając z WPS Clone, albo podpinamy się pod drugą sieć WiFi z transmitera TPLink (domyślne hasło jest na naklejce transmitera, można je zmienić przez panel administracyjny z poziomu przeglądarki www).

Jeśli mamy dużą powierzchnię do pokrycia zasięgiem sieci to można dokupić kolejne punkty dostępowe i sparować je z transmiterem umieszczonym przy routerze.
Teoretycznie transmitery TP-LINK mają zasięg do 300 metrów przez sieć elektryczną w obrębie budynku, ale do 300 metrów długości kabla a nie w linii prostej. W praktyce spokojnie wystarczy to na każdy dom z wyjątkiem ogromnych wilii. Ciekawe jak sprawdziłoby się to w bloku, gdyby ktoś chciał udostępnić w ten sposób sieć np. znajomemu mieszkającemu kilka pięter niżej ;) Prawdopodobnie nie byłoby problemu, o ile oba mieszkania byłyby na tej samej fazie.

Panel administracyjny.
Wszystkie podstawowe parametry sieci, jakich potrzebuje zwykły użytkownik, można w TP-Linku ustawić za pomocą panelu administracyjnego. Dostać się możemy do niego przez przeglądarkę www jeśli znamy adres IP, jaki transmiterowi przydzielił nasz router.
Jeśli korzystamy z DHCP na routerze i nie chcemy szukać tego adresu w panelu routera wystarczy ściągnąć skaner ze strony TP-Linka, który wykryje transmiter w sieci i przekieruje do jego panelu administracyjnego.
Skaner dostępny jest także jako aplikacja na OS X, nie tylko Windows; plus dla TP-Link za nie olewanie niszowego systemu jakim mimo wszystko jest OS X.

Realne szybkości transferu danych
W instrukcji do transmitera TPLink jest wyraźnie zaznaczone, aby podpinać te transmitery bezpośrednio do gniazdka a nie poprzez przedłużacz. Przez przedłużkę będzie wprawdzie wszystko działało, ale wolniej. Oprócz jakości połączenia elektrycznego pomiędzy gniazdkami na szybkość transferów wpływ ma także rodzaj instalacji elektrycznej w domu.

W jednym pokoju, który czeka na remont mam jeszcze aluminiową instalację, w pozostałych miedzianą.
Przy połączeniu miedź-miedź bez żadnej przedłużki przez transmitery dało się uzyskać połączenie w okolicach 100 Mb/s (tyle mogłem maksymalnie uzyskać, bowiem mój router nie ma portów gigabitowych). Podłączenie transmitera w pokoju z aluminiową instalacją spowodowało spadek transferu o ponad połowę (do około 40 Mb/s czyli ok 5 MB/s). Podobne prędkości dało się uzyskać przy instalacji miedzianej z dodatkową przedłużką, także na kablu miedzianym ale mimo wszystko osłabiało to szybkość transferu.

Prawdziwym zabójcą szybkości działania sieci okazała się natomiast dodatkowa przejściówka podłączona w pokoju z aluminiową instalacją, do której dopiero włączyłem transmiter. Przy takiej kombinacji prędkość transferu danych (a wszystkie prędkości sprawdzałem poprzez kopiowanie większych plików pomiędzy MBA a NAS’em) spadła to 1,7-1,8 MB/s czyli około 20 Mb/s. Komfort korzystania z dobrodziejstw internetu i sieci domowej nie był duży, ale przynajmniej dało się korzystać z sieci i mieć dostęp do NAS’a w miejscu, w którym wcześniej takiej możliwości praktycznie nie było.

Podsumowanie
Transmitery sieciowe TP-Link bardzo dobrze sprawdziły się w codziennym użytkowaniu. Powiększyły skutecznie zasięg sieci tam, gdzie wcześniej praktycznie nie działała. Transmiter przydał się także do podpięcia sieci pod TV. Po kablu nie było najmniejszego problemu z odtwarzaniem fullHD z NAS’a na TV, po WiFi czasami przycina.

Taki zestaw transmiterów, jaki miałem okazję przetestować kosztuje około 230 zł. Czy warto je kupić? Zdecydowanie tak, jeśli zależy nam na połączeniu z siecią za pomocą kabla, a nie chcemy rozpruwać mieszkania lub ciągnąć kabli po kątach.

W przypadku WiFi sprawa jest otwarta. Nowy router z szybszym WiFi o większym zasięgu kosztowałby porównywalnie do takiego zestawu transmiterów, a porządny router co najmniej 2 razy więcej, a dopiero po zakupie routera można sprawdzić czy rzeczywiście okaże się lekarstwem na słaby zasięg sieci. Z transmiterami sprawa jest o tyle łatwiejsza, że tam gdzie gniazdko tam mamy nowy punkt dostępowy i po kablu i bezprzewodowo.

Dziękuję firmie TP-Link za udostępnienie sprzętu do testów.


< = >